HISZPANIA I PORTUGALIA 05.2017

W sobotę spotkaliśmy się w Maladze. Nasza ekipa była skromna ale za to świetnie zgrana. Z samego rana w niedzielę ruszyliśmy na północ w stronę Portugalii. Zatrzymaliśmy się na obiad w miejscowości niczym z westernu czyli El Rocio. Niestety była niedziela i tłumy turystów nie umożliwiły nam skonsumowanie obiadu jeszcze przed sjesta. Dalej to podróż drogami usytuowanymi wzdłuż hiszpańskiego wybrzeża usianego gajami piniowymi. Po południu przekroczyliśmy granice i zatrzymaliśmy się w portowej miejscowości Faro. Wieczorkiem poszliśmy co nie co zwiedzić i przy okazji spróbować kuchni portugalskiej. W poniedziałek rano skierowaliśmy się w stronę przylądka Świętego Wincentego. Wykonaliśmy kilka fotek i po krótkiej przerwie pojechaliśmy dalej wzdłuż wybrzeża. Wieczorem wjeżdżając przez most Vasco da Gamy dojechaliśmy do stolicy Portugalii czyli Lizbony. Po zakwaterowaniu pojechaliśmy na starówkę poczuć klimat tej starej stolicy. Nie mogło zabraknąć wycieczki sławnym żółtym tramwajem. Zwiedziliśmy centrum i w jednej z knajpek zjedliśmy kolację. We wtorkowy ranek było już gorąco. W planach mieliśmy zwiedzenie pobliskiego zamku Pena. Sporo czasu nam to zajęło. Okazało się, że jest oblegany przez turystów i swoje trzeba odstać w długich kolejkach. Dalej jadąc zaliczyliśmy najbardziej wysunięty na zachód Europy, kawałek lądu czyli przylądek Cabo de Roca. Stamtąd udaliśmy się jeszcze na północ podziwiając przepiękne wybrzeże Oceanu. Po kilkudziesięciu kilometrach odbiliśmy w stronę Fatimy. Zwiedziliśmy sławne Sanktuarium, które szykowało się do wizyty Papieża. Późnym wieczorem dojechaliśmy w góry Sierra Estrella aby tam w cichej miejscowości spędzić noc. Niestety nie było cicho. Ale to już z naszego powodu … W środę przywitała nas piękna pogoda i srogie spojrzenia Gości hotelowych J. Chyba przesadziliśmy z tymi głośnymi „wspomnieniami” … Wioska mieściła się w dolinie, którą okalały ze wszystkich stron szczyty gór Sierra Estrella. Postanowiliśmy ponownie przejechać nie zliczone winkle tego najwyższego pasma gór w Portugalii. Widoki zapierały dech w piersiach. Po południu zjechaliśmy z wyżyn i dojechaliśmy na granice portugalsko-hiszpańską. Nocleg mieliśmy przewidziany w hotelu przerobionym ze starego młyna. Piekarz miał się czym podniecać J. W czwartkowy poranek obudziły nas ptaki. Było ich mnóstwo. Zebraliśmy się szybko i pojechaliśmy zrobić pamiątkową fote przy sześciołukowym rzymskim moście nad rzeką Tag zbudowanym w 105 r.n.e. w pobliżu Alcantary. Po chwili skierowaliśmy się na południe. Po drodze w jednej z „białych wiosek” zjedliśmy obiad. Dalej ruszyliśmy w stronę Sewilli. Dojeżdżając do stolicy Andaluzji zauważyliśmy wiele kobiet w strojach regionalnych. To się potwierdziło w czasie wieczornego zwiedzania starego miasta. Wieczór był baaaardzo długi. Świętowaliśmy z lokalesami. Jednak rano musieliśmy jechać dalej. To był ostatni dzień naszej wyprawy. Pojawiły się fajne górki i mnóstwo nie kończących się zakrętów. Ruszyliśmy szlakiem Pueblos Blancos czyli białych miasteczek. Jedno z nich było ukryte w skałach. Ciekawie to wyglądało. Po południu wróciliśmy do Malagi gdzie zakończyła się nasza majówka … Było super. Przejechaliśmy około 2300 km. Wyśmienite towarzystwo, nie zapomniane widoki oraz niesamowite drogi. Portugalia jest warta odwiedzenia ale i również powrotu.